![]() |
| Z Halinką tuż po zakończonym biegu. (fot. Tadeusz) |
O starcie w maratonie postanowiłem wraz z początkiem roku. Decyzja spontaniczna, powstała za sprawą namowy Sylwii. Gdy ją podejmowałem na koncie miałem zaledwie kilkumiesięczną przygodę z bieganiem oraz start w Półmaratonie Świdnickim. Imprezą docelową okazał się działający na wyobraźnię ORLEN Warsaw Marathon. Najbardziej prestiżowy spośród polskich masowych biegów ulicznych.
Trwający ponad 90 dni okres przygotowawczy odbyłem wspólnie z mającą doświadczenie maratońskie Halinką. Przemyślane treningi pozwoliły uzyskać dobrą dyspozycję. Różniły się znacznie od moich dotychczasowych planów. Została ograniczona zbyt duża liczba długich wybiegań na rzecz regeneracji. Ponadto pojawiły się elementy, których nie wykorzystywałem - wytrzymałość tempowa, rytmy, siła biegowa itp. Odzyskałem świeżość w nogach oraz podniosłem wydolność.
Czas, który dzielił nas od startu w Narodowym Święcie Biegania minął błyskawicznie. Nim się obejrzałem, ze świdnickiej bieżni lekkoatletycznej przeniosłem się na Wybrzeże Szczecińskie przy Stadionie Narodowym w Warszawie. Dochodziła godzina 08:45. Spiker odliczał sekundy do startu. Przez głowę przeszły wspomnienia skupiające się na dobrze wykonanej pracy oraz pojawiło się uczucie satysfakcji związane z wyruszeniem do walki.
